Kilku gejów i lesbijek poczuli się urażeni wypowiedzią Kai Godek – działaczki ruchu „Pro – Life” i złożyli do sądu przeciwko niej akt oskarżenia. Że Godek kłamie na temat gejów i ich poniża. Np. przez to, że uważa, że homoseksualista czy promujący homoseksualizm gej – nie powinni być zatrudniani jako nauczyciele i pracować z dziećmi.
No i mamy pasztet, bo przypuszczam, że w Polsce większość rodziców miałaby podobne zastrzeżenia co Kaja Godek. Jak rozstrzygnąć ten spór? Czy opinie większości w tym zakresie powinny dostosować się do tego czego żądają środowiska działaczy gejowskich i zgodzić się, żeby wbrew własnym poglądom i wbrew systemowi etycznemu, który wyznaje większość w ramach tzw. „tolerancji” zgodzić się, żeby moje dziecko wychowywał aktywny gej?
Całe zamieszanie bierze się stąd, że homoseksualizm został – pod wpływem działaczy gejowskich – w latach 70. wykreślony ze spisu chorób psychicznych i geje robią wszystko, żeby byli traktowani tak jak każda odmienność wynikająca z natury. Np. tak jak czarna skóra u murzyna, jak garb czy zez u dotkniętych tymi defektami ludzi. „To są odmienności, które większość musi tolerować. I jak np. nie można wykluczyć garbatego z zawodu nauczyciela, tak nie wolno wykluczać homoseksualistów”.
Ba, tylko problem polega na tym, że homoseksualizm jest zachowaniem, któremu towarzyszy aktywność wobec innych osób. Garbaty nauczyciel na pewno nie będzie łamał kręgosłupów uczniom, ani nie każe im się garbić, żeby ich do siebie upodobnić. Tymczasem homoseksualista, którego pociągają chłopcy może nie oprzeć się pokusie wciągnięcia któregoś z nich do męskiej toalety w wiadomym celu. Trzeba by jakoś udowodnić, że takie zachowania są niemożliwe, że homoseksualiści w ogóle unikają młodzieży i uprawiają swój wsobny seks tylko z osobami dorosłymi, które w dodatku wyrażą na to zgodę. Tymczasem okazuje się, że ok. połowa przypadków pedofilii to dzieło homoseksualistów, których w społeczeństwie jest coś ok. 2%. A zatem to środowisko jest nadaktywne seksualnie i to wobec osób nieletnich.
Może więc Kaja Godek miała rację i zatrudnianie pederastów w szkołach stanowić może zagrożenie dla dzieci?
A pytań rodzi się więcej. W jednej z publikacji z lat 90., która odnosiła się do rosnącej wówczas epidemii HIV, wyczytałem, że przeciętny homoseksualista odbywa rocznie ok. 1000 homoseksualnych stosunków i ma 50 różnych partnerów. 1000 stosunków rocznie wydaje się ogromną liczbą, ale źródła literackie potwierdzają chorobliwą nadaktywność homoseksualistów. Z archiwów IPN wiemy, że zięć Jerzego Andrzejewskiego, który był biseksualistą sprowadzał mu codziennie spod Dworca Centralnego bezdomnych chłopców, z którymi pisarz, członek ówczesnej opozycji, uprawiał seks za pieniądze. Podobne zwyczaje miał „katolicki” pisarz Jerzy Zawieyski – członek koncesjonowanej opozycji z lat 60., który codziennie musiał mieć kilku chłopaków, którym płacił za seks. Wg gejów to zachowania normalne, ja mam do tego duże wątpliwości.
Na pytanie czy to są standardowe zwyczaje homoseksualistów, odpowiedziałyby rzetelne badania naukowe, tylko kto odważy się takie badania przeprowadzić? Zaraz zostałby oskarżony o „mowę nienawiści”, „wykluczanie” itd. W 2001 r. znakomita socjolog, nieżyjąca już śp. dr Wisła Surażska odważyła się napisać o zwyczajach warszawskich gejów łowiących – pod miejskimi szaletami i na Dworcu Centralnym – chłopców, którzy uciekli z domów i byli w sensie usług seksualnych – „łatwym łupem”. Jakaż się rozpętała wtedy nagonka na Surażską, która odważyła się napisać prawdę. Tak więc nie bardzo widzę kto z naukowców i który z uniwersytetów odważyłby się na takie badania.
Dopóki jednak takie badania nie zostaną przeprowadzone rodzice i normalna większość społeczeństwa ma prawo do zdrowego dystansu. Niech te homoseksualisty uczą najpierw swoje dzieci.