Arkadiusz Kraska został skazany za podwójne morderstwo przez sądy wszystkich instancji i odbębnił 19 lat w więzieniu. Uznany został za winnego na podstawie wątpliwych zeznań trzech „świadków incognito” czyli policyjnych informatorów umieszczonych w środowiskach przestępczych. Jeden z oskarżających go wycofał potem swoje zeznania. Kraska nie był świętym i jak to się mówi: „miał swoje za pazurami”, ale do morderstwa się nie przyznawał, miał alibi, którego sąd nie uwzględnił („sąd nie dał wiary”), w materiale dowodowym było pełno luk, a mimo to wyrok utrzymał się w obu instancjach. Całe szczęście, że do polskiego systemu karnego weszła instytucja skargi nadzwyczajnej i w ramach tejże skargi minister Ziobro jako Prokurator Generalny uwzględnił prośbę rodziny skazanego i skierował odpowiedni wniosek do Sądu Najwyższego. Jednocześnie prokuratura ujawniła, że dysponuje dowodami na mataczenie policjantów w śledztwie sprzed lat i że przedstawi dowody niewinności Kraski. I tak oto w poniedziałek Arkadiusz Kraska w świetle kamer wszystkich telewizji opuścił mury więzienia.
Sprawa ta – podobnie jak wcześniejsza sprawa Tomasza Komendy, który niewinnie odsiedział 18 lat – rodzi kilka refleksji.
Po pierwsze nasuwa się pytanie – ilu jeszcze niewinnych ludzi skazanych przez nonszalanckie sądy odsiaduje wyroki w polskich więzieniach, na podstawie byle jak prowadzonych śledztw nastawionych na efekt za wszelką cenę?
Sam z racji interwencji, z jakimi zwracają się do mnie ludzie z całej Polski – mógłbym podać kilka podobnych przypadków.
Po drugie mam pytanie o odpowiedzialność policjantów wymuszających zeznania, odpowiedzialność prokuratorów, którzy takie matactwa tolerują i sędziów, którzy łamiąc kardynalną zasadę karną zaliczania wszystkich wątpliwości na korzyść oskarżonego wydają wyroki skazujące niewinnych ludzi tylko dlatego, że im się tak podoba.
Po trzecie widać wyraźnie, że to co nazywamy „reformą wymiaru sprawiedliwości” to jeszcze za mało i za płytko. Polski wymiar sprawiedliwości trzeba przeorać do głębi zmieniając gruntownie mechanizmy. Ot, choćby sposób wyłaniania sędziów, którymi w Polsce zostają 29-letni ludzie – absolwenci wydziału prawa, którzy potem ukończyli trzyletni kurs w Krajowej Szkole Sędziów i Prokuratorów. W efekcie sędziami zostają młodzi, którzy nie mają żadnego doświadczenia życiowego i których cech charakteru, poziomu etycznego nikt nie oceniał. Czy można się potem dziwić, że ten i ów sędzia a to zwinie cudzą stówę z lady, a to podprowadzi wiertarkę? Wielkie mi rzeczy – wiertarka!
Polska ścieżka dostępu do funkcji sędziego to dziwactwo na miarę światową.
W krajach gdzie sądy działają poprawnie, sędzia to „korona zawodów prawniczych”. Zostaje nim doświadczony, sprawdzony życiowo człowiek o nieposzlakowanej opinii. I jest – uwaga – wybierany przez obywateli, albo przez ich przedstawicieli. Na pewno sędziowie nie wybierają sami siebie – jak to jest w Polsce. Bo sędzia to nie tylko zawód, to sprawowanie władzy publicznej, a ta zgodnie z zasadami demokracji należy do Narodu. Nasza Konstytucja też o tym mówi, ale co tam Konstytucja!
Dzisiejsza opozycja broniła sędziów przed zmianami Ziobry tylko dlatego, że generalnie jest przeciwko wszystkiemu co robi obecny rząd, ale też i nigdy żaden z posłów opozycji nie zająknął się o konieczności zmian w sądownictwie, ani o zasadzie suwerenności Narodu, który powinien wybierać sędziów bezpośrednio albo przez swoich przedstawicieli.
I jeszcze uwaga o instytucji skargi nadzwyczajnej, dzięki której Arkadiusz Kraska wyszedł na wolność.
Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej to zasługa posła Jerzego Jachnika i naszego upartego bombardowania komisji sprawiedliwości, prezydenta i posłów partii rządzącej monitami w tej sprawie.
Ciągle to jeszcze mało. Domagamy się wspólnie z posłem Jachnikiem, żeby prawo do wniesienia skargi miała też sejmowa Komisja Sprawiedliwości i bądźmy dobrej myśli, że kiedyś to nastąpi.