Telewizyjny komik – Wołodymyr Zełeński, niemający żadnego doświadczenia w polityce zapewne wygra pierwszą turę wyborów prezydenckich na Ukrainie. Piszę mój felieton w sobotę, a zatem jest to jeszcze nie fakt, ale jego zapowiedź. Jednak już sondaże wskazują ogromną przewagę aktora nad urzędującym prezydentem Petro Poroszenko i opozycyjną liderką Julią Tymoszenko.
Fakt, że Ukraińcy obdarzają zaufaniem aktora komediowego, a nie znanych polityków pokazuje głębię kryzysu politycznego i społecznego u naszego wschodniego sąsiada. Korupcja gospodarcza, postępująca bieda wyganiająca ludzi na emigrację, gospodarczy upadek państwa wyposażonego w liczne zasoby naturalne – wszystkie te elementy kryzysu mają swoje źródło w głębokiej korupcji politycznej – uzależnieniu funkcjonariuszy, liderów partii i posłów od oligarchów i całkowite lekceważenie przez tamtejszych polityków „dobra wspólnego.” Tak traktowani Ukraińcy odpłacają brakiem zaufania do swojej klasy politycznej i efektem tego jest sukces aktora komediowego, który wprost z planu serialu, w którym właśnie gra rolę dobrego prezydenta, zamierza przenieść się do prawdziwego pałacu prezydenckiego w Kijowie. I kto wie czy mu się nie uda?
Zełeński oprócz swojej popularności, ma bowiem także całkiem rozsądny plan polityczny. Zamierza m.in. ucywilizować tzw. „szarą strefę”, a każdy Ukrainiec ma dostać od niego pieniądze na życiowy start, po osiągnięcia pełnoletniości – takie ukraińskie „500+”. Pieniądze na ten program mają być gromadzone dla każdego obywatela, od dzieciństwa na specjalnym paszporcie ekonomicznym. W stosunku do Rosji Zełeński zachowuje ostry ton, potępia aneksję Krymu i ingerencję w Donbasie, ale trudno byłoby wymagać innego stanowiska od kandydata na prezydenta kraju, który jest w ostrym konflikcie z Rosją.
W stosunku do Polski Zełeński wypowiada się bardzo przyjaźnie, unika jednak jakichkolwiek deklaracji i ocen dramatycznej przeszłości. Proponuje za to coś, co można by określić jako swego rodzaju „gruba kreska” – odcięcie się od przeszłości i skupienie się na przyszłości. Proponuje m.in. włączenie Polski do rokowań pokojowych w Mińsku.
Prawdę powiedziawszy po wniknięciu w propozycje aktora- kandydata na prezydenta, po zapoznaniu się z jego historią i umiejętnościami, a także wypowiedziami – jego postać rysuje się całkiem rozsądnie. Wysokie notowania i szansa na wygranie pierwszej tury wyborów prezydenckich nie są zatem przypadkiem – zwłaszcza biorąc pod uwagę kompromitację ukraińskiej klasy politycznej. I tak oto aktor Wołodymyr Zełeński ma duże szanse na objęcie władzy w Kijowie.
Kiedy piszę o tym przypadku, przychodzi mi na myśl postać Pawła Kukiza, który pięć lat temu, (zachęcany od lat przeze mnie) wystartował w wyborach prezydenckich. Kukiz też był aktorem, piosenkarzem i muzykiem i nie miał politycznego doświadczenia. Skorzystał z dorobku i pracy Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, którego byłem jednym z twórców, a także z pracy i działania licznych stowarzyszeń walczących z bezprawiem w sądach i prokuraturze – których głównym animatorem w kraju był Jerzy Jachnik. Dzięki oparciu się na tych dwu filarach – postulacie JOW i konieczności naprawy sądownictwa udało się stworzyć ugrupowanie, które wprowadziło do Sejmu 42 posłów (trzecią siłę), a Kukiz, ja, Jachnik i jeszcze kilkudziesięciu politycznych outsiderów zostało posłami tworząc nadzieję na zmianę polskiej polityki.
Niestety po czterech latach widać, że nasz aktor zmarnował swój klub, porozpędzał ludzi, którzy mogli przesłonić jego sceniczny blask, zaniedbał jakiekolwiek działania społeczne i wszystko raczej wskazuje, że będzie gwiazdą jednego sezonu.
Jak potoczą się losy „ukraińskiego Kukiza” – Wołodymyra Zełeńskiego? Trudno dziś ocenić. Wszystko zależeć będzie od jego osobowości i intelektu. Fakt, że jest on aktorem i to komediowym nie przesądza niczego. W krajach gdzie politycy są komediantami, komedianci mają szansę na wygranie wyborów.