Biskupi opublikowali raport o pedofilii w polskim Kościele katolickim. Raport obejmuje przypadki seksualnego wykorzystania dzieci przez księży i zakonników od 1990 r. do czerwca 2018. Zgodnie z danymi podanymi w opracowaniu o nadużycia seksualne obwinionych zostało 382 księży i zakonników. W ujęciu procentowym to może i niewiele, bo gdy w Polsce mamy ok. 20 tys. duchownych katolickich, pedofilii dopuściło się mniej niż 2% z nich. Jednak biorąc pod uwagę misję Kościoła, jego religijne, duchowe fundamenty to skala przestępstw seksualnych jest niemała. Wszak Kościół zachowujący Ewangelię, w której zgorszenie dziecka jest przez Jezusa określone jako grzech najcięższy, powinien być najbardziej uczulony na zapobieganie tego rodzaju zgorszeniu. Niestety, najpierw jasne jest, że Kościół – rozumiany jako hierarchia – nie zapobiegał, a potem nie reagował. Krył swoich. Fakt, że raport został opracowany i opublikowany pod presją zewnętrzną jest okolicznością kompromitującą biskupów. Przez blisko 30 lat nie uznali oni za stosowne zareagować na zgłaszane przypadki nadużyć seksualnych. Mało tego! Ukaranych wydaleniem ze stanu kapłańskiego zostało tylko niewiele ponad 25% sprawców. Inne kary jak zawieszenie czy zakaz wykonywania funkcji dotknęły 40,3% sprawców. Nie ma co ukrywać – zjawisko pedofilii w Kościele, a zwłaszcza okoliczności, w jakich sprawę przedstawia episkopat – jest poważnym wyzwaniem dla Kościoła ale i dla ludzi wierzących, do których sam się przecież zaliczam. I nic tu nie pomoże chowanie głowy w piasek czy odwracanie kota ogonem, jakiego przykład dał abp Gądecki w swym oświadczeniu, sugerując, że to seksualizacja dzieci spowodowała przestępstwa pedofilskie księży. Zrzucanie winy na świat, w tym przypadku tylko pogrąża biskupów. Jak z tego kryzysu wyjść? Co może i powinien Kościół i co mogą zrobić ludzie wierzący, katolicy, żeby usunąć przyczyny kryzysu? Przede wszystkim trzeba podziękować Panu Bogu za to, że taki kryzys został ujawniony. Tak, tak – podziękować. W kryzysie jest bowiem szansa na uzdrowienie instytucji, jaką jest Kościół katolicki – Matka Nasza. Pedofilia jest bowiem tylko jednym z negatywnych zjawisk. Kościół – pomimo reform Soboru Watykańskiego II, które uwspółcześniły ryt i obrzędy, dostosowując je w znacznym stopniu do wyzwań współczesności, pozostał ciągle instytucją feudalną, organizacją hierarchiczną, w której istnieją dwa stopnie uczestnictwa. Pełnią praw cieszą się funkcjonariusze, czyli księża, a ogół Ludu Bożego ma pokornie słuchać, co mu proboszcz czy biskup każą robić, rzucać datki na tacę i milczeć. Wierni w sposób oczywisty pozbawieni są w Kościele katolickim roli podmiotowej, co sprzyja ich bierności i poczuciu braku odpowiedzialności za wspólnotę. Bo też i co to za wspólnota, w której nie mam nic do powiedzenia. Pozbawieni w ten sposób kontroli społecznej księża mają poczucie pewnej społecznej bezkarności, co m.in. ułatwiło – moim zdaniem – nadużycia seksualne. Pierwsze zatem co powinien zrobić Kościół katolicki żeby przetrwać, to zdemokratyzowanie struktury tak, żeby powszechni katolicy zaczęli realnie odpowiadać za swoje parafie. Drugi ważny krok to reakcja właśnie na zjawisko seksualizacji. Seksualizacja nie tyle dzieci co całej kultury współczesnego świata – literatury, reklam, filmu – jest zjawiskiem powszechnym. Tematy i zachowania, które jeszcze w pierwszej połowie XX w. były tabu, teraz są powszechne. Wobec tego zjawiska, zmuszenie młodych mężczyzn, którzy wybierają drogę kapłańską, do wstrzemięźliwości jest o niebo trudniejsze niż było jeszcze pół wieku temu. Jeśli dostrzegamy ten fakt, to musimy zgodzić się, że celibat – czyli bezżenność kapłanów jest po prostu nie do utrzymania. Musi zostać zniesiony, bo też i nie jest wymaganiem ewangelicznym, a jedynie rozwiązaniem przyjętym w X wieku jako rozwiązanie administracyjne. Bo też i co mi może zaszkodzić, że mój proboszcz się ożeni? Będzie wtedy – jak się zdaje – spokojniejszy.#