Okrutna zbrodnia dokonana na prezydencie Gdańska wywołała falę emocji porównywalną z tym co działo się po katastrofie smoleńskiej. Tysiące ludzi wyrażających żal – jak po odejściu kogoś bliskiego, znicze, czuwanie przy trumnie zamordowanego. Polacy pokazali, że nie akceptują przemocy i solidaryzują się z rodziną prezydenta Adamowicza. Jednocześnie od razu śmierć polityka związanego z PO zaczęła być rozgrywana według tego samego schematu, który towarzyszył wydarzeniom po Smoleńsku, tylko role stron się odwróciły. Teraz to Platforma ma swojego męczennika i od razu zaczęła próbować zrzucić winę za morderstwo na nienawistnego Kaczyńskiego i PiS. Zabójca Adamowicza miał według tej wersji działać pod wpływem „mowy nienawiści” jaka leje się na Platformę z ekranów publicznej telewizji. Rzecznik Praw Obywatelskich Bodnar, który nie ukrywa swojej wrogości wobec partii Kaczyńskiego, wręcz zażądał żeby prokuratura zbadała czy rzeczywiście – jak podała Gazeta Wyborcza – morderca miał w więziennej celi oglądać ciągle TVP Info. A wiadomo – jak TVP Info to ciągła nagonka na Platformę, „mowa nienawiści” – chłop się naoglądał, wyszedł wziął nóż – i dalej już wiecie. Prokuratura na poważnie badała też, jakie gazety czytał Stefan W. i czy czasem nie była to PiS-owska „Gazeta Polska” – bo wtedy też inspiracja polityczna byłaby oczywista. Niestety ten trop okazał się fałszywy – Służba Więzienna oświadczyła, że w celi był oglądany TVN24, a Stefan W. czytał „Dziennik Bałtycki”. I co teraz z tym zrobić? Bo przecież dla każdego kto kocha PO, a nienawidzi PiS jest jasne, że to była „zbrodnia z politycznej nienawiści”. Dokładnie tak samo, tylko w druga stronę twierdzi do dziś Macierewicz i wyznawcy spisku smoleńskiego, w którym miało dojść do zamachu, który zaplanował zaprzedany Niemcom Tusk razem z zimnym czekistą Putinem. Nawiasem mówiąc – jeśli już jesteśmy przy Smoleńsku – to minęły 3 lata rządów PiS i komisja Macierewicza jakoś niczego w sprawie Tupolewa nie wyjaśniła. Próby politycznego wykorzystania morderstwa Adamowicza na szczęście jakoś ucichły pod wpływem rozsądnego działania prezydenta Dudy i rządu, który nadał pogrzebowi zamordowanego prezydenta Gdańska charakter oficjalnych uroczystości państwowych i ogłosił żałobę narodową. I – wbrew temu co chcieliby usłyszeć i zobaczyć politycy PO poszukujący politycznego paliwa, nie było z pisowskiej strony właśnie żadnej „mowy nienawiści” (cokolwiek by to pojęcie miało znaczyć). Jeśli już to najwięcej na śp. Adamowicza nawygadywał konkurujący z nim w wyborach na prezydenta – kandydat Platformy Jarosław Wałęsa. W całej tej tragicznej sprawie, podobnie zresztą jak w katastrofie smoleńskiej całkowite prawie milczenie otacza kwestię procedur bezpieczeństwa – tutaj zabezpieczenia koncertu Wielkiej Owsiakowej Orkiestry w Gdańsku. Jak to było możliwe, że morderca przez nikogo nie niepokojony, z bojowym nożem w kieszeni wszedł na scenę, zadał Adamowiczowi ciosy, zabrał mikrofon i jeszcze przez prawie minutę chwalił się swoim czynem? Prawdę powiedziawszy gdyby chciał się wymknąć to spokojnie by to zrobił i nie wiadomo czy byśmy go do dzisiaj znaleźli. Jak się zatem okazuje – koncert WOŚP w Gdańsku był zorganizowany „na wariackich papierach” – nie był w ogóle zgłoszony jako impreza masowa. I o tym wątku oczywiście wszyscy w zasadzie milczą z dwu powodów. Po pierwsze prawdopodobnie wszystkie imprezy organizowane pod szyldem Owsiaka są właśnie w taki bałaganiarski sposób robione. A po drugie? Po drugie – aż głupio to powiedzieć – ale organizatorem „światełka do nieba” i koncertu w Gdańsku był… Urząd Miasta Gdańsk, czyli śp. prezydent Adamowicz. No i jakże tu w takiej żałobie, po pochowaniu prochów zmarłego w bazylice wypominać Mu jakieś mankamenty? No i na koniec pytanie – czy takie katastrofy jak Smoleńsk i okrutny mord w Gdańsku czegoś nas nauczą? Czy też dalej będziemy obarczali winą przeciwników politycznych zamiast zlikwidować bałagan.