Odejście z klubu poselskiego kilku posłów Nowoczesnej sprawiło, że liczba posłów tego ugrupowania spadła do 14 czyli poniżej liczby 15 wymaganej do istnienia klubu. Klub poselski ma większe przywileje i możliwości niż zwykłe koło poselskie w związku z czym Nowoczesna znalazła się w kłopocie. Gdyby miała jednego posła więcej utrzymałaby pozycję klubu. Ba, ale skąd wziąć jednego posła?

W sukurs Nowoczesnej pośpieszył natychmiast Paweł Kukiz, który w porywie dobrego nastroju (pewnie było to w piątek) zaproponował szefowej Nowoczesnej, że wynajmie jej jednego posła ze swojego klubu. Po paru dniach, kiedy piątkowy nastrój minął, obrócił swoją propozycję w żart i stwierdził, że nikt z jego posłów nie chce dać się wynająć, i że chyba on sam musiałby się przepisać, a to wiadomo, że byłoby niemożliwe. Lubnauer musiałaby zmienić nazwę na jakąś nowocześniejszą wersję Kukiza, a to przecież nie wchodzi w rachubę.

W tej sytuacji na pomoc Nowoczesnej ma pośpieszyć PSL wynajmując im posła Protasiewicza, który i tak należy do skonfederowanego z PSL koła Europejskich Demokratów. Europejscy Demokraci, czyli oprócz Protasiewicza także posłowie Niesiołowski i Kamiński (Michał) sami wcześniej śpieszyli na pomoc PSL-owi, kiedy ludowcy stracili paru posłów skaperowanych przez PiS i też im groziła utrata statusu klubu poselskiego.

Wszystkie te manewry odsłaniają kilka właściwości polskiego sejmu. Przede wszystkim tę, że posłowie mają w istocie status jakiegoś inwentarza, żywego co prawda, ale pozbawionego woli. Lider partii może nimi dysponować jak właściciel trzody. Na co dzień każe im głosować w odpowiedni sposób, ale jak przyjdzie taka potrzeba i będzie miał taki kaprys to weźmie i wynajmie czy sprzeda za niedużą opłatą komu innemu. I tak właśnie „reprezentantami narodu” dysponują partyjni wodzowie w tym i super-wódz robiący antypartyjne miny Paweł Kukiz.

Ubezwłasnowolnienie posłów sprawia, że w istocie każda debata w polskim Sejmie ma charakter pozorny. Jaką wartość mają poglądy wypowiadane przez inwentarz? To właściciel trzody decyduje, w jakiej tonacji ma ona pobekiwać.

W ten sposób posłowie PiS mówią to co każe im mówić Kaczyński, a posłowie Platformy rezonują poglądy Schetyny.

W tym miejscu czytelnik może zadać pytanie: po co nam tacy posłowie? I będzie to słuszne pytanie. Ubezwłasnowolniona trzoda nie jest w stanie racjonalnie debatować nad żadną sprawą i stąd bierze się bylejakość prac polskiego Sejmu, zalew ustaw, które często są po prostu zbędne, a prawie zawsze są źle napisane i zagmatwane. W ubezwłasnowolnionym Sejmie nikt nie podda w wątpliwość największej nawet bzdury, którą każe uchwalić Naczelnik, nikt nie skoryguje błędu dopóki nie ujawnią się jego konsekwencje.

Jakie jest źródło tego paraliżu polskiego parlamentu? Jest to skutek wadliwego, partyjnego systemu wyborczego, który każdemu liderowi daje prawo do decydowania, kto zostanie posłem w kolejnej kadencji. To lider bowiem ustala kolejność na listach wyborczych co w istocie decyduje o wyniku „wyborów”. Każdy, kto dostanie pierwsze miejsce na liście wyborczej partii, która przekracza próg wyborczy – zostaje posłem. To znaczy, że nie wyborcy decydują, a w istocie partyjny lider.

To jest źródło władzy prezesów – Kaczyńskiego, Schetyny, Kukiza – i ta właściwość decyduje o tym, że posłowie zachowują się jak bezwolna trzoda.

Dopóki zatem nie zmienimy ordynacji wyborczej i nie zaczniemy – jak Anglicy – wybierać swoich posłów w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych dopóty będziemy mieli trzodę poganianą przez kilku partyjnych wodzów zamiast prawdziwego Sejmu.

Janusz Sanocki