W styczniu tego roku CBA aresztowało burmistrza Pułtuska wraz z kilkoma współpracownikami. Zarzucono mu wzięcie 90 tys. zł łapówki za ustawianie przetargu o wartości 4 mln.
W ubiegłym roku zatrzymani zostali burmistrz Połańca i burmistrz Koła – również pod zarzutami korupcyjnymi. W latach poprzednich aresztowań było mniej, ale za kratki trafili włodarze (ładne słowo: włodarze) Sulmierzyc czy wcześniej Polkowic.
Powie ktoś co to jest, te kilka przypadków na całą Polskę? Mamy w kraju niespełna 2,5 tys. gmin, więc co to za procent tych kilku włodarzy?
No niby racja, ale sędziów mamy 10 tys. czyli cztery razy więcej niż gmin, a jak się jednemu zdarzyło skubnąć 50 zł na stacji benzynowej to się zrobił raban. Szkoda, że po tym, jak w styczniu CBA zgarnęła burmistrza Pułtuska nie zaczęła się w Polsce debata o tym czy czasem samorząd nie stał się idealnym miejscem do uprawiania korupcji.
Bo weźmy na to taką sytuację. Deweloper nabył za kilkaset tysięcy jakiś teren przeznaczony, powiedzmy na hotel. Ale co tam hotel, kto będzie budował hotel w jakiejś mieścinie. Idzie więc do burmistrza i mówi: „Panie włodarzu! Zmień mi pan przeznaczenie tego terenu w planie zagospodarowania na hipermarket, a ja w podzięce wręczę panu korzyść majątkową w wysokości powiedzmy 100 tys. złotych.
– Zaraz, zaraz – odpowiada oburzony burmistrz. – Co pan mnie masz za szatniarza? 100 tys. zł takie grosze! Pan zarobisz na tym na czysto 20 milionów, a mnie 100 tysięcy? Wypchaj się pan!
Co ma robić „biedny” deweloper z cypryjskiej albo innej karaibskiej spółki?
– No dam, dam te pół bańki.
– Panie – mówi już spokojniejszy, ale ciągle zdecydowanie negatywnie nastawiony, burmistrz. Ja mam przecież współpracowników, ja się muszę podzielić, ja mam radnych, których jakoś muszę przekonać do zmiany planu, a pan mnie tu jakieś pół bańki będzie wręczał!
Deweloper – ma się rozumieć, nie z jednego pieca chleb jadał, nie z jednym burmistrzem w swoim życiu „negocjował”, ale w końcu zna życie i nieco ustępuje.
– Dobra, mamy wie pan swoje radio, damy tam panu reklamę przed wyborami, udostępnimy banery, sfinansujemy jakiś promocyjny „iwent”, a poza tym dorzucimy te skromne drugie pół bańki, ale ani grosza więcej. Z radnymi jakoś pan sobie musi poradzić we własnym zakresie. Zatrudnij pan kilku w spółkach gminnych to będą podnosić posłusznie rączki, kiedy tylko pan burmistrz gwizdnie. Nie tylko na hipermarket się zgodzą, ale nawet na wysypisko śmieci w centrum miasta. Tylko działaj pan szybko bo czas to pieniądz!
Taki mniej więcej dialog – który jest czystym wytworem mojej wyobraźni i z góry uprzedzam, że wszelkie podobieństwo do osób, sytuacji i miejsc jest czysto przypadkowe – mógłby się odbyć gdziekolwiek – w jakimś tam Pułtusku czy nawet w „Całym-Tusku”, Pcimiu czy gdzie tam. I – jak świadczą następujące, mniej więcej raz na pół roku aresztowania burmistrzów, w Polsce zapewne się odbywał i to skutecznie. Aż do wypłacenia tych tam „korzyści”, czy jak się w dawniejszych, czasach mówiło: (fuj, fuj) „łapówek”. No i przecież CBA nie wszędzie dotrze bo niełatwo jest złapać gościa za rękę, a burmistrz nie jest zazwyczaj taki głupi i tłumaczy mieszkańcom, jak bardzo potrzebny jest im ten hipermarket w centrum, czy to wysypisko śmieci koło rynku jak wzbogaci krajobraz – wszak argumenty zawsze się jakieś da znaleźć.
Tak więc można sądzić, że na jeden wykryty przypadek korupcji zapewne tych niewykrytych przypada kilka, albo nawet kilkanaście. No dobrze, z radnymi ten burmistrz jakoś sobie poradzi. Tego zatrudni w jednej spółce, tamtemu żonę przyjmie do innej i większość ma zapewnioną. Ale co na to wszystko wyborcy?
Tu też nie jest sprawa bardzo trudna. Wybuduje się jakiś akwapark, jakąś halę i pokaże się ludziom – patrzcie jak zmieniamy nasze miasto! A to, że do tych akwaparków cała Polska dopłaca już dziś setki milionów i że były potrzebne jak biedakowi mercedes, to przecież nie będzie miało wpływu na wybory w mieście Całytusk, Pułtusk czy gdzie tam jeszcze.