Jacek Majchrowski prezydent Krakowa nie musiał zabiegać o poparcie żadnej partii. Po swoich rządach w mieście Kraka, miał na tyle mocną pozycję wśród mieszkańców, że mógł sobie pozwolić na niezależność. W rezultacie tak Platforma jak i Nowoczesna zgłosiły poparcie dla Majchrowskiego nie wysuwając żadnych warunków. Po prostu obie te partie wiedziały, że to Majchrowski wyświadcza im przysługę, że bierze sobie na kark szyldy, które owszem – mają swoją wagę, ale przecież i bez nich jego szanse na wybór nie maleją. Ba, nawet można powiedzieć, że jak Majchrowski wygra wybory, to wygra je MIMO poparcia Platformy.
Postawę podobną do prezydenta Krakowa prezentuje prezydent Gdańska, który będąc pewny poparcia swoich mieszkańców, nie zabiega o wsparcie partii Grzegorza Schetyny. Pomijam ocenę działań prezydenta Adamowicza czy rezultaty rządów Jacka Majchrowskiego w Krakowie. Z naszej, ogólnopolskiej perspektywy wiele ich działań może się nie podobać. Ale dla samorządowca ważne jest co myślą o nim mieszkańcy jego miasta. Jeśli czuje, że ma ich poparcie to po co mu poparcie jakichś partyjnych kacyków z Warszawy?
Zgoła inna jest sytuacja tych samorządowców, którzy czują, że rządząc swoimi miastami narobili przysłowiowego “gnoju”, zadłużyli miasto, zmarnowali forsę podatników na kolorowe inwestycje nie przynoszące żadnego dochodu, a jedynie koszty, czy popisali się jeszcze innymi grzechami samorządowców wszystkich miast na świecie. A to zatrudnili swoje koleżanki, a to swoich popleczników porobili prezesami spółek, które kiedyś kwitły, a teraz przynoszą straty itd. itp. Bilans tych rządów jakby ich nie zasłaniać “propagandą sukcesu” jest coraz bardziej widoczny i trzeba się tu rozejrzeć za jakimś poparciem zewnętrznym, żeby mieć szansę na wygranie wyborów.
Burmistrz w tej niełatwej sytuacji pewny, że ma na koncie same plamy, biegnie po poparcie do partii, która może przechylić szalę zwycięstwa na jego stronę. Taką partią w Polsce jest obecnie Prawo i Sprawiedliwość, które góruje w sondażach i które w wielu regionach Polski ma – jako partia – duże poparcie. Jeśli więc takiemu burmistrzowi bez sukcesów udałoby się uzyskać błogosławieństwo od Jarosława Kaczyńskiego w postaci oficjalnego poparcia, mógłby tenże nieszczęsny burmistrz siłą tego poparcia liczyć na jakieś kilkanaście procent głosów, których sam z siebie nigdy by nie dostał. A tak – oficjalne poparcie, górującego w sondażach PiS-u, może biedakowi dać szansę na wygranie wyborów, objęcie rządów na następną kadencję i kontynuowanie radosnej twórczości za tę ubożuchną pensję burmistrza.
Jak sądzę prezes PiS Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy znajdują się teraz pod niemałą presją ze strony zbankrutowanych prezydentów i burmistrzów miast, którzy nie mając własnych zasług i poważania wśród mieszkańców, liczą, że szyld PiS pozwoli im ukryć własne mankamenty, brak kompetencji i zrekompensuje brak poparcia lokalnych wyborców.
Wśród tych żebrzących o poparcie jest i burmistrz mojego miasta, które w okresie jego rządów znalazło się wśród najbardziej zagrożonych upadkiem społecznym i gospodarczym. Nysa – niegdyś miasto kwitnące, szybko inwestujące, przodujące w rozwoju mieszkalnictwa, nagle znalazła się na szarym końcu opracowanej przez Polską Akademię Nauk listy miast zagrożonych upadkiem. Długi zaciągnięte przez burmistrza sięgają niebotycznych jak na niewielkie miasto kwot, a na dwa miesiące przed wyborami sytuacja finansowa jest tak tragiczna, że co sesję burmistrz musi zaciągać kolejny kredyt, żeby spłacać rosnące zadłużenie. Po prostu katastrofa i kompromitacja.
W tej sytuacji pozostaje tylko przesiadywać na Nowogrodzkiej i błagać o błogosławieństwo PiS-u w wyborach. Tylko czy PiS będzie na tyle głupi, żeby użyczać swojego szyldu każdemu bankrutowi, który o to prosi? I czy taki zabieg pomoże oszukać wyborców?