Powstanie Warszawskie – fałszywa mitologia - Janusz Sanocki

Nie zgadzam się na świętowanie kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego jako przykładu patriotyzmu i pokazywania tego wydarzenia jako wzorca do naśladowania. 1 sierpnia powinien być obchodzony jako narodowa żałoba, wspomnienie niepotrzebnych ofiar i nieodpowiedzialnych polityków i dowódców. Bór-Komorowski, Okulicki i „Monter”–Chróściel – ich nazwiska powinny być otoczone hańbą, a nie powinno się nazywać ich przeklętymi imionami ulic i placów. Kiedy już opadnie nieodpowiedzialna tzw. polityka historyczna PiS-u będziemy odgłupiać nasze ulice i przestrzeń publiczną.
Powstanie Warszawskie wybuchło jako nieprzytomna awantura kliki krajowych dowódców AK wbrew wyraźnemu zakazowi rządu londyńskiego. Nie miało od początku żadnych szans na zwycięstwo, a rzeź, jaką zafundowali nam Bór-Komorowski, Okulicki i „Monter” była czymś przerażającym. Zginęło 180 tys. mieszkańców Warszawy, poległo 18 tys. młodych żołnierzy AK, którzy bez broni zostali wysłani do walki z czołgami i lotnictwem. Straty niemieckie wynosiły 1570 zabitych i kilka tysięcy rannych. Na jednego zabitego Niemca ginęło ponad 100 Polaków. I to po niemieckiej stronie ginęli jacyś szeregowcy, albo wręcz kryminaliści z oddziałów Dirlewnagera, a po naszej poeci, młodzi inżynierowie, młoda, patriotyczna inteligencja, której tak zabrakło po wojnie. Strzelaliśmy do wrogów brylantami. A co?
A jeśli do tego dodamy straszliwe zniszczenia materialne, spalone archiwa, zniszczone zabytki, zniszczoną stolicę to po prostu nie mieści się w głowie, że jakiś odpowiedzialny polski polityk może dziś powiedzieć „warto było!”
Każdy dowódca wojskowy, który by wywołał taką bitwę powinien zostać postawiony przed sądem polowym i rozstrzelany. Hańba! Wieczna hańba Borowi-Komorowskiemu, Leopoldowi Okulickiemu i Antoniemu Chruścielowi.
Dlaczego więc do dziś świętujemy tę tragiczną rocznicę, tak jakbyśmy wygrali? Dlaczego nie protestują historycy, dlaczego prezydent popisuje się i wykrzykuje: „Warto było!”? Dlaczego nikt – z wyjątkiem kilku publicystów, czy historyków – nie ma odwagi krzyknąć: hańba! Zamiast paplać; „warto było!”
To jest pytanie o polski rozum. Sądząc po tych gromkich obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego – straszliwej rzezi, pokazywanej jako zwycięstwo, polska polityka została pozbawiona rozumu. Jeśli po latach, patrząc na efekty nie potrafimy ocenić własnej przeszłości, to znaczy, że polska przestrzeń publiczna została wyprana z rozumu w stopniu, jaki zagraża naszej egzystencji dziś. I zagraża naszej przyszłości. To znaczy, że jesteśmy tchórze, którzy przed szantażem głupców milczą zamiast wstać i krzyknąć: NIE!
Bo skoro nie mamy odwagi, to znaczy, że nie potrafimy ocenić jednoznacznej przeszłości i nie mamy dowagi ukształtować myślenia obywateli. To jak będziemy mogli oceniać niepewną, pełną niewiadomych teraźniejszość? W jaki sposób będziemy na chłodno rozważać nasze obecne zagrożenia i możliwości.
Emocje zamiast rozumu prowadzą nas na manowce, tak jak wyprowadziły tamtych decydentów i tamto, stracone pokolenie.
A dziś? Burmistrz zadłużonego po uszy miasta nie ma za co spłacić rat poprzednich pożyczek, więc bierze 29 mln kredytu. Drogi tego miasta pełne są dziur, mieszkań nie ma, nie ma pracy, zadłużenie bije rekordy. Ale jednocześnie za te kredyty burmistrz buduje pomnik Piłsudskiego, który nigdy w tym mieście nie był, nie miał z nim żadnych związków, a pomnik stawiany w 2018 r. pasuje jak krawat do kufajki. Monument kosztować będzie 500 tys., placyk wokół 1 milion i mieszkańcy nie protestują! Na litość! Narodzie opamiętaj się! Inaczej zostanie po nas wspomnienie jakichś dziwaków, którzy nie potrafili załatać dziury w chodniku, ale stawiali pomniki za miliony. Jak te wymarłe plemiona na Wyspie Wielkanocnej, po których nie pozostało śladu oprócz dziwacznych, nie wiadomo po co postawionych wielkich kamiennych posągów.

W powstaniu bezsensownie zginęły tysiące warszawiaków, w tym dzieci, którym wmówiono, że mogą walczyć z regularnym wojskiem