Zmiana na stanowisku premiera, jaka dokonała się w grudniu ub. roku była dla wszystkich komentatorów zaskoczeniem. Chwalona Beata Szydło, obroniona niedawno przed atakami opozycji została nagle ni stąd ni zowąd wymieniona na Mateusza Morawieckiego – młodego technokratę, nie będącego nawet członkiem PiS. Beata znakomicie prezentująca się w Sejmie mająca na swoim koncie sukcesy w postaci 500+ nagle zostaje wyrzucona za drzwi. Niby taka dobra, a tu usłyszała od “Prezesa wszystkich prezesów” – “ciao bambina!”
Dlaczego? Gdzie się podziała miłość, gdzie sukcesy, gdzie zasługi? Komentatorzy polityczni nie kryli zdziwienia, a wszyscy doszukiwali się w pociągnięciu Prezesa Jarosława jakiegoś genialnego ruchu. Wiadomo – Prezes wszystko co robi, robi genialnie!
Tymczasem właśnie – jak się zdaje – poznaliśmy przyczyny grudniowej nagłej zmiany i odwołania Beaty z fotela premier. I nie ma w tym nic z geniuszu. Sprawa wydaje się prozaiczna. Oto Internet ujawnił ile była premier wydała w 2017 na kosmetyki i jest to kwota zdumiewająca. Bo Beata zapłaciła wizażystom 170 tysięcy za parę miesięcy! Wychodzi coś po pięć stów dziennie. I to są tylko koszty maseczek, pudru i szminek tudzież broszek, kiecek i całego tego babskiego wyposażenia, o którym każdy facet ma jakie takie pojęcie. No, ale przecież – choć od wieków trwa ten stan negocjacji między żoną, która “nie ma co na siebie włożyć”, a mężem, który musi jakoś zaoszczędzić na tych wydatkach (żeby mieć za co kupić piwo na najbliższy mecz) to chyba nikt rozsądny nie tolerowałby kobity, która dzień w dzień wydawałaby na puder po pięć stów! A jeszcze w dodatku jeździ jak ta blondynka i rozbija nowiutkie limuzyny zderzając się z czym? Z seicento!
Nie, nie! Prezes nie mógł tego dłużej tolerować i jak zobaczył rachunki za wizażystki to po prostu wywalił kobitę i zabrał jej kartę bankową. I słusznie zrobił. Mateusz na pewno nie wydaje na puder, wystarczy mu woda kolońska.
Problem jeszcze zostaje, co zrobić z tymi rozmaitymi pociotkami Beaty co to ich powsadzała do różnych spółek Skarbu Państwa, gdzie tam za te ubożuchne trzysta tysięcy rocznie przesiadują. Piszę “przesiadują”, bo przecież goście co wcześniej pracowali na jakichś składach węgla, a teraz zasiadają w chemicznej spółce (autentyczny przypadek z Opolszczyzny) nie mogą przecież do niczego się w tych firmach wtrącać. Jak ten ruski kosmonauta, który miał nakarmić małpę i niczego nie ruszać.
Jest tych wiernych synów partii niemało, a rzucili się na państwowe stanowiska jak wygłodniali weselnicy na bigos i co teraz z nimi zrobić jak Beata została za puder wywalona?
Jest to jakiś problem i jedyne co pociesza, i Prezesa i społeczeństwo, to fakt, że poprzednia ekipa miała też swoich “wygłodniałych”.
Tak to już w naszej uciemiężonej (ale przez kogo?) Ojczyźnie jest. Jak nie lewica, to prawica i wszyscy tak samo pazerni. Na stanowiska, do których nie mają innych kwalifikacji, oprócz partyjnej legitymacji, na nagrody – które im się co prawda należały, ale jak się sprawa rypła to mają oddać. Na ten puder i wizażystki czy w ostateczności jak ten nieszczęsny poseł Pięta – na jakąś kochankę. Żeby to jeszcze atrakcyjna była!
Jak ten chocholi taniec głodomorów skończyć? Jak się wyrwać z tego – jak mawia Prezes – imposybilizmu czyli po naszemu – niemożności?
Ano prosty sposób jest na to. Zmienić system wyborczy, wprowadzić wybór posła w Jednomandatowym Okręgu Wyborczym jak w Anglii czy innej Kanadzie. Już tam wyborcy przypilnują jednego z drugim i nie dadzą się nabrać na zbyt brzydką babę, co to trzeba ją za tysiące upiększać, ani na fałszywego pobożnisia.
No i koniecznie skończyć z finansowaniem partii z budżetu – bo jak widać przed żadną korupcją to nie chroni. Partyjne żarłoki nie dość, że pochłoną oficjalne milionowe dotacje to jeszcze se napchają kieszenie po bokach i pod stołem. Już to nagrodami, już to kochankami, już to darmowym pudrem za budżetowe pieniądze podatników.